Feministki sieją zgorszenie

Chwytliwy tytuł, co? Prawda jest jednak taka, że feministki zazwyczaj sieją coś zupełnie innego. Samo słowo „feminizm” budzi w ludziach skrajne uczucia. Część z nich natychmiast ma przed oczami wściekłe, wąsate babochłopy grożące kastracjami i wrzeszczące “gwałciciel” na bogu ducha winnych mężczyzn, którzy mają nieszczęście stanąć na ich drodze, a część widzi seksowną Emmę Watson roznoszącą książki po metrze i pokazującą w uśmiechu rząd białych zębów. Jest jeszcze część, która widzi Malale i część, która ma przed oczami koszulki z H&M.


Kto ma rację?

Na wstępię muszę wspomnieć, że jestem ignorantką. Nie interesują mnie wiadomości, informacje ze świata i polityka wszelkiego rodzaju. Moja wiedza, to wiedza z książek i ciekawych artykułów bądź blogów, rzeczy, które mam sprawdzone, o których manipulacjie się nie martwię. Unikam jak ognia wszystkich gównoburz, wiadomości onetu, politycznych starć i informacji, z których 99% to terroryzm, strach, nienawiść, panika etc. Tak samo unikam ludzi internetowych, którzy mają bardzo radykalne zdania na jakikolwiek temat. To sprawia, że często w rozmowie jestem otoczona wiedzą, o której nie mam pojęcia. Czasem ciężko odnieść swoje przekonania do czegoś takiego.

Dlatego powiem Wam, czym dla mnie jest feminizm. I czym zgorszenie.

Zacznę od tego drugiego.

Gorszące jest to, że

  1.  są kraje, w których kobiety nie są traktowane jak równoprawne ludzkie stworzenia: nie mogą podejmować decyzji za siebie, korzystać z tych samym miejsc/przywilejów/praw jak mężczyźni w tym samym wieku,
  2.  są miejsca, gdzie kobieta jest traktowana jako gorszy sort człowieka z samego faktu swojej płci,
  3. szerzenie przekonania jakoby kobiety były największymi wrogami innych kobiet,
  4. odmawianie równych praw kobietom pełniącym różne role, tzn.: jest gospodynią domową? Nie może być feministką, ponieważ feministki to tylko kobiety nastawione na sukces (a może ona uważa za sukces, że jej dzieci przeżyły kolejny dzień bez znacznych uszczerbków na zdrowiu?),
  5. gwałty są traktowane w taki sposób jak są – nie wspominając, że w niektórych krajach są naprawdę na porządku dziennym – ale odwracanie się od ofiary lub komentarze w rodzaju „sama się prosiła nosząc krótką kieckę” to jest zło porównywalne do ludobójstwa – brak empatii powinien być karany odsiadką, nie żartuje,
  6. odmawianie kobietom inteligencji ze względu na urodę – to, że jest piękna, nie oznacza, że nie będzie wspaniałym naukowcem,
  7. rozmowy w stylu: gdyby kobiety byłyby takimi dobrymi naukowcami jak to jest, że jest ta mało kobiet wynalazców? Powiem Ci, jak to jest – w dawnych czasów kobiety nie mogły się uczyć – większość naukowców to biali mężczyźni wyższych sfer, których było stać na uniwersytet i bycie częścią stowarzyszeń naukowych.

To tylko część gorszących mnie rzeczy. Ta która przyszła mi na myśl. I dlatego, tym jest dla mnie feminizm: kobiecością, która stoi w opozycji do sztucznej męskości świata. Tego przekonania, że facet – twarda, nie płacząca jednostka, zarabiającą na utrzymanie rodziny tężyzną fizyczną i umysłową – to jedyna podpora ekonomii, państwa i w ogóle wszechświata. Mamy dwudziesty pierwszy wiek. Kobiety rodzą dzieci, mężczyźni są silniejsi. Ok, tu się nic nie zmieniło. Teraz jesteśmy chyba jednak świadomi, że wszyscy jesteśmy takimi samymi ludźmi, którzy zasługują na te same możliwości i prawa i na przebywanie w tym świecie nie tylko jako obiekt seksualny, a jako pełnoprawny jego członek.

(ktoś pamięta zgorszenie damską wersją, po której wypuszczono tę – tak powinno działać równouprawnienie: szybko, sprawnie i w obie strony)

 

Nie sądzę, żebym mogła nazwać się feministką, bo nie walczę o te rzeczy, nie czuje też takiej potrzeby. To raczej cecha charakteru niż cokolwiek innego. Ale wiem, że są kraje, miejsca na świecie i sytuacje, gdzie feminizm jest potrzebny. Gdzie trzeba pokazać, że kobiecość nie jest gorsza. To nie słabość, nie (bleh) ohydna uczuciowość czy gadatliwość czy jakikolwiek inny stereotyp. To siła o przeciwnym doładowaniu niż siła męska. Kobiety nie zostały stworzone dla mężczyzn, a mężczyźni dla kobiet. Powstaliśmy razem i razem tworzymy równowagę… To już jednak utopijna wizja z rodzaju: „dlaczego ludzie w ogóle się krzywdzą?”, a w takie dywagacje lepiej się już nie wdawać.

I wszystko w konsekwencji sprowadza się i tak do dwóch zasad, którymi po prostu powinniśmy się kierować w życiu:

Cheers, Maddie B <3

:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *