Jak podejmować decyzje – poradnik dla zaawansowanych średnio na jeża

Mówiąc “decyzja”, nie mam na myśli decyzji z rodzaju: jaki film dzisiaj obejrzeć czy który kolor szminki wybrać. Chodzi mi o decyzje życiowe, te wielkie i mniejsze. Czy zmienić pracę? Zerwać toksyczną relację? Czym zająć się teraz? Kupić auto czy odkładać dalej? Jakie studia wybrać? Wszystkie te przerażające znaki zapytania, które pojawiają się w naszym życiu. Radzenie sobie z nimi do najłatwiejszych nie należy. Rodzina i przyjaciele, mimo ogromnych chęci, też nie pomagają. Zwłaszcza, gdy nie wiesz, czego chcesz, zwłaszcza, gdy dochodzi strach, że wybierzesz źle. Dzisiaj coś na to poradzimy.


Wyjaśnijmy coś sobie: nie jestem guru podejmowania decyzji. Nie wybiorę też za Was, ale z tym wiąże się moja pierwsza porada: nie podejmujcie decyzji w oparciu o innych. Jeżeli są to Wasze dzieci, a Wasze pytanie to czy zostawić je pod mostem, wtedy nie słuchajcie się tej porady, weźcie się w garść i zapewnijcie im godny byt. W innej sytuacji – nie dotyczącej Waszego potomstwa – jedyne co możecie wziąć pod uwagę to sugestia otoczenia. I to też dzielcie na pół. Część ludzi będzie Wam radziła zgodnie ze swoim sercem, część życzy Wam źle (yup), część myśli wpierw o tym, jak Wasza decyzja wpłynie na nich. Mogą Was kochać i szanować, ale podświadomość to matka wszelkich bolączek i tutaj nie jest inaczej.

Co będzie miało dla Was największe znaczenie za pół roku? To złota rada dotycząca wszystkiego, nie tylko podejmowania decyzji. Przejmujcie się tylko tym, co będzie miało sens po sześciu miesiącach, inne kwestie są nieistotne. Myślenie o tak odległym czasie i wizualizowanie sobie tego, co wtedy będzie, ułatwia wybór. Widzisz się z tym chłopakiem za pół roku? Jak się czujesz na myśl o zdawaniu egzaminów z kierunku studiów, nad którym dumasz? Czy twoje życie ulegnie poprawie, gdy przez następne pół roku będziesz się wozić własnym autem?

Co zrobiłaby Isabell? To pytanie, które sobie zawsze zadaje, ilekroć mam problem z wyborem. Trudno czasami jest spojrzeć na swoje życie z zewnątrz, ale już dużo łatwiej spojrzeć na nie poprzez kogoś innego. Ja wybieram postać fikcyjną, która mi imponuje. Jest to co prawda Isabell Lightwood z powieści dla nastolatków, którą czytałam, gdy sama byłam nastolatką, jednak jej siła, charakterność, ale i wrażliwość, sprawiły, że została w mojej świadomości kimś, kto wie jak radzić sobie z życiem. Dla Was to może być Rocky, Hermiona Granger, Ted Mosby czy Lisbeth Salander. To nie jest konkurs, ważne jest, żebyście zobaczyli swoje życie oczami tej osoby i pozwolili sobie ocenić je z zewnątrz.

(niekoniecznie tak ostro ;D)  

Rzućcie monetą. Wydaje się zabawne? Ale to świetna porada, obiecuję. Cały trik polega na tym, że jeśli macie dwie opcje, podrzucicie tę monetę, to będziecie liczyć na wynik. Bez względu czy będzie to orzeł, czy reszka, decyzje podjęliście, gdy moneta była w górze. LIFE HACK!

Moja kolejna porada jest niestety już bardziej wymagająca. Poznajcie siebie. Tylko wiedząc, czego naprawdę chcecie, możecie podjąć ważną decyzję. Nie jest to kwestia jednej popijawy czy gwałtownego “pieprzyć wszystko”, które zdarza się każdemu od czasu do czasu. To spojrzenie na siebie, swoją ścieżkę życiową (mędrzec Maddie, yo!) i poważne rozważenie, gdzie ona zmierza. Weźcie pod uwagę swoje marzenia, aspiracje i rzeczy, które dają Wam szczęście. Zwłaszcza to ostatnie. Bo jeśli powtarzacie sobie, że będzie lepiej, tkwiąc w czymś, co Was nie satysfakcjonuje, mogę Was zapewnić już teraz: lepiej nie będzie.

Wyluzujcie. Stres jest marnym doradcą. Nawet jeżeli czujecie, że piasek w klepsydrze się kończy, to niech to nie wpływa na Waszą decyzję. Zawsze znajdzie się kilka minut na przemyślenie (chyba, że jesteś chirurgiem na sali operacyjnej albo strażakiem w płonącym domu rzecz jasna, wtedy nie), chwila, żeby usiąść z herbatą lub piwem i pomyśleć. To Wasze życie i nikt go za Was nie przeżyje. Decyzja ma być zgodna z Waszym sumieniem i jeżeli chcecie głodować, żeby wozić się nissanem micrą z dziewięćdziesiątego siódmego, bo wiecie, że to Wam sprawi radość… Pieprzyć wszystko i wszystkich. Co sprowadza nas do najważniejszej rady: RYZYKUJCIE. Nie w coachingowy, żałosny sposób. To nie jest gadka, która ma Was do czegoś zmotywować psychologicznymi zagrywkami. Po prostu. To Wasze życie. Powtórzę to jeszcze raz: Wasze. Jeżeli chcecie je przeżyć na pół gwizdka z powodu strachu, to też będzie na Was.

Na koniec dodam, że jedna decyzja nie czyni całego życia (chyba, że chcesz skoczyć na główkę nie znając głębokości wody, w którą się rzucasz). Poza tym pamiętajcie najważniejsze: macie wybór.

Całuski! Maddie B ^^

P.S.
Co do pieseła to są jego szeleczki, nie pasy! Psikus!

:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *