Clinique – opinia

Nie przepadam za zadawaniem pytań osobom pracującym w Douglasie, bo wystarczy jedno i wychodzisz stamtąd z czymś, czego w ogóle nie chciałaś. Co prawda ja chciałam zestaw kosmetyków do twarzy, ale niekoniecznie clinique. Uprzejma pani wcisnęła mi jednak te, a ja w ferworze walki poszłam z nimi do kasy i z tego wszystkiego wróciłam do domu. Czy była to dobra decyzja?

Moja skóra jest sucha ze skłonnością do wyprysków. Używanie kosmetyków na trądzik (największy błąd życia), wysuszyło ją jeszcze bardziej, a ona obronnie zaczęła wydzielać więcej sebum, co powodowało więcej pryszczy, więc kupowałam kolejne kosmetyki do cery trądzikowej… Taki ourobos złych decyzji drogeryjnych.


Oczywiście kontynuowałam ten proceder przez lata. Jak nastolatka więc nie miałam tak złej skóry, jak po dwudziestce, gdy to moje uparte kupowanie wysuszających kosmetyków, sprawiło, że moja cera stała się koszmarna. Chodzenie do dermatologów nie pomogło ani trochę. Jedna kobieta miała dużo gorszą skórę niż ja i przepisała mi jakiś drogi krem… ten sam, co przepisywała wszystkim młodym ludziom pewnie przez cały miesiąc, odkąd to firma farmaceutyczna zaproponowała jej wypad na Barbados, jeśli podniesie im sprzedaż*.

Oczywiście wciąż jestem po dwudziestce, więc jak się zapewne domyślacie, moja cera wciąż nie prezentuje się najlepiej. I tu wkracza Clinique. Używam go dopiero dwa tygodnie, także nie jest to całkowicie rzetelna recenzja, ale chciałam się podzielić moimi przemyśleniami. Dam update’a za kolejne dwa tygodnie.

No więc zacznijmy od tego, że stan mojej skóry się poprawił. Najpierw wyskoczyło mi więcej pryszczy, co lekko wzburzyło spokojne wody mojego życia**, ale przyzwyczajona do tego, że własne ciało mnie rozczarowuje, przeszłam nad tym do porządku dziennego. Dopiero po kilku dniach zorientowałam się, że moja skóra zaczyna się zmieniać… Stała się nawilżona, a jej faktura zdaje się być bardziej solidna. Mam ochotę szeptać to słowo z nabożną czcią: “nawilżona”. Moja skóra niemal nigdy taka nie jest, a teraz ten stan się utrzymuje. Aż się trochę boję tego wpisu, bo jeszcze zapeszę ;D Ale po kolei!

Clinique stawiają na trzy kroki pielęgnacji skóry, ponieważ jej stan zależy od dobrych nawyków. Tak więc mamy mycie ryjka, złuszczanie i nawilżanie.

 

KROK 1

 

Pianka do mycia twarzy. Nie powiem, pierwsza myśl po użyciu: “wali naftą”. I owszem, wali naftą, ale łagodnie oczyszcza i nie podrażnia skóry. Kojarzycie ten moment, kiedy myjecie twarz, a potem jest ona tak ściągnięta, jakbyście wyszli właśnie z liftingu u słabego chirurga plastycznego? Nie z tą pianką. Trzeba jednak przed umyciem buzi zmyć dobrze makijaż, bo aż tak dobrze nie oczyszcza. Także pójście na łatwiznę po kilku piwach nie zadziała, ale jeśli pijane i tak idziecie umyć twarz, to jestem z Was dumna, Kociaki.

 

KROK 2

Tonik jest w porządku. Mocno oczyszcza/złuszcza, czy co tam robi. Jeżeli niechcący zbliżycie się  wacikiem do oczu, to wyciśnie Wam z nich łzy, także nie polecam*** Zakładam jednak, że to sprawka alkoholu, który jest w składzie. Gdybym wiedziała, że jest tak mocno alkoholowy, to bym go nie kupiła, ale nie wiedziałam, więc oto jesteśmy. Chyba działa, ale jest to takie bardzo niepewne chyba. Dam Wam znać za dwa tygodnie. Po użyciu go jednak uczucie na skórze jest bardzo fajne: czuję się tak… czysto xD

KROK 3

Tak patrzę w internetach, że zazwyczaj do zestawu jest dodana taka zielona emulsja jako krok trzeci. Całe szczęście wciśnięto mi ten krem… bo ten krem to czyste złoto. Nie używałam chyba jeszcze czegoś, co tak długo utrzymywałoby nawilżenie na skórze, a miałam do czynienia z wieloma koreańskimi kosmetykami! Poza tym przed kupieniem tego zestawu moja skóra była tak sucha, jakbym przez miesiąc błąkała się na pustyni, a teraz – dwa tygodnie później, zaznaczam – jest fantastycznie nawilżona, elastyczna i bez ani jednej suchej skórki. To jakiś cud, powiadam Wam.

Podsumowując: nie wiem jak z innymi typami cer, ale jeśli macie suchą skłonną do wyprysków, walcie do Douglasa czy innych drogerii i dajcie szansę temu zestawowi, bo ja jestem bardzo ukontentowana. Jeszcze tylko pryszcze znikną i pory się zmniejszą i będę mogła się wziąć za naprawę reszty życia! 😀

Całuski, Kociaki!!!

Maddie B.

 

*Jestem przekonana, że firmy farmaceutyczne korumpują lekarzy, także jeśli macie jakieś merytoryczne argumenty (dowody jeszcze milej widziane) na podważenie mojej tezy, to zapraszam do dyskusji. Jeśli nie, to dziękuję uprzejmie za rozmowę, ale pozostanę przy swojej tezie.

**Wody mojego życia wcale nie są spokojne.

*** No dobra, przyznaje się – pijana próbowałam zmyć nim tusz do rzęs… No dobra, nie byłam pijana.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *