Ostre zęby milenialsów

Miał na imię Leonardo i był ogromną częścią mojego życia. Był przy mnie, gdy otwierałam oczy i był, gdy układałam się do snu. Rozpraszał mnie, zawsze musiałam go mieć przy sobie, bo jego obecność koiła nerwy i pozwalała zabić nudę… Ale dzisiaj – mój Iphone 7 plus w kolorze onyksu – został skradziony. Co zabawne, to nie pierwsza rzecz jaką ukradziono mi w tym roku. Poza tym nie zdałam egzaminu praktycznego na prawko, złamano mi serce i po dziesięciu latach odnalazł mnie komornik za nieskasowany bilet (który był skasowany, ale to dłuższa historia…). Rok nieszczęść chciałoby się powiedzieć. I rok odkrywania, że trzeba się cholernie postarać, żeby wytrącić mnie z równowagi. 


Nie powiem, był moment w tramwaju, kiedy miałam ochotę wybuchnąć płaczem jak mała dziewczynka, ale nie zrobiłam tego. Nie dlatego, żeby nie robić sceny przy ludziach – takie rzeczy w ogóle mnie nie ruszają – ale dlatego, że tak naprawdę czułam się bardzo pewnie. Byłam pewna, że taka pierdoła nie może mi zrujnować makijażu. Na tym telefonie było całe moje życie, poważnie, to żałosne, ale to prawda. Mnóstwo razy mówiłam, że chyba bym się zabiła, gdybym go straciła.

Ale żyję.

Wiele rzeczy mi się w tym roku przydarzyło i większość była jakby specjalnie zaprojektowana, żeby mnie złamać, nadkruszyć, zmusić do płaczu. Nie powiem, zdarzało mi się płakać i wyklinać świat, ale nie dzisiaj. Dzisiaj uniosłam wyżej brodę i wzięłam się do roboty. Nie będę Wam wciskać coachingowych pierdół z rodzaju: „między siedzeniem na kanapie, a w Porsche stoi tylko Twoja motywacja”, czy czegoś równie odrażającego, ale… z każdej sytuacji można coś wyciągnąć. To raczej nie kwestia motywacji, ambicji czy chęci posiadania wypasionego auta, a  duma, ocierająca się o arogancję. To potrzeba unoszenia wysoko brody i patrzenia bestii prosto w oczy.

Dumałam nad tym podczas mojej podróży, wyprawy na komisariat i do Apple Store (nie po nowy telefon, jestem kompletnie spłukana xD, a po IMEI). I nad tym jak ta właśnie buta, jak ta niechęć do płaczu i jakaś siła, żeby obrócić sytuacje na swoją korzyść, sprawia, że jestem częścią całości. Można mówić wiele o milenialsach, że jesteśmy rozpieszczeni, rozleniwieni i na niczym nam nie zależy. Ok, mamy tak zwane problemy milenialsów, czy problemy pierwszego świata, które tak naprawdę udowadniają, że nic poważnego nie zaprząta naszym ślicznych główek. Lubimy się o wszystko kłócić, jesteśmy pełni sprzeczności: łakniemy bliskości i samotności, zdrowego ciała i pizzy. Uwielbiamy się z tego śmiać. Ale jesteśmy też twardzi. Nie w stylu: obronię swoją wioskę własnym ciałem, a raczej: możesz mi połamać wszystkie zabawki, serce i obie nogi, a prędzej świat stanie w płomieniach niż przyznam, że zabolało. Ukrywamy cierpienie za uśmiechem. Otulamy się kokonem zabawy i alkoholu. Nigdy nie narzekamy na prawdziwe problemy, bo to słabość, a my gardzimy słabością. Jesteśmy rekinami w basenie wypełnionym krwią. Wiecznie rozczarowani, bo otoczeni niedostępnym światem. Gdzie nie spojrzymy tam piękni aktorzy i aktorki, chude modelki jedzące bezczelnie tłuste hamburgery, instagramy ludzi o lepszym życiu, gry pełne przygód, które możemy przeżywać tylko z dłońmi zaciśniętymi wokół kawałka plastiku, romanse w Nowym Jorku i ostry seks w filmach porno. Wszyscy wokół mają lepiej, więcej, mocniej.

A my siedzimy na tej cholernej kanapie, która nie jest Porshe.

 

Jesteśmy młodzi, jednak czujemy się starzy. Mamy świat u stóp, a wolimy spoglądać na ekrany laptopów. Kiedyś twardzi na zewnątrz byli miękcy w środku, ale to nie nasza bajka. Mamy stalowe tyłki, ostre zęby i sarkastyczne odzywki. Jest w tym jakieś wielkie nieszczęście, ale również mnóstwo zdrowego rozsądku, bo świat, który nas otacza, mami nas wygodą i cywilizacją, ale to dżungla i jakoś trzeba sobie radzić. A my robimy to z klasą. Nawet, gdy pijani w sztok wszczynamy bójki, uwodzimy nieznajomych czy namawiamy innych do niecnych uczynków.

I tak – uważam, że to ogromna tragedia, że jakiś sukinsyn ukradł mi telefon, ale większą tragedią było zerkanie co pięć minut na ekran, żeby sprawdzić jak radzi sobie moja wyimaginowana wioska, czy post na Instagramie. Nieumiejętność skupienia się na jednej rzeczy przez dłużej niż dziesięć minut była moim przekleństwem. Nie kupię nowego telefonu, skorzystam z możliwości odbudowania swojej koncentracji. Ba! Będę jeszcze szydzić z ludzi z nosami w smartfonach, jakbym w życiu sama taka nie była.

A potem pewnie sprzedam nerkę i kupię sobie Iphone’a X.

Peace out!

Maddie B.

 

P.S.

Mamo, jeśli to czytasz: przepraszam, że nic Ci nie powiedziałam… ale Twoje pokolenie ma tendencję do przedstawiania sytuacji tak pesymistycznie, jak się tylko da! ;D

:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *