„To”, czyli o strachu słów kilka

Koulrofobia, czyli lęk przed klaunami, to nie taka rzadka przypadłość. Jak się okazuję na tę fobię cierpi około dwóch procent populacji, także jeśli jesteś hipsterem, musisz wybrać sobie mniej mainstreamowy strach. Sama należę do zacnego grona tych, którzy nie ufają ludziom malującym sobie sztuczne uśmiechy na twarzy, ale kocham Kinga. I jak to jest w przypadku uczuć: miłość w konsekwencji zawsze pokonuje strach.


Zacznę od wyznania prawdy: miłość miłością, ale potrzebowałam dwóch piw, żeby wejść na salę. Ludzi było pełno, więc alkohol i obecność innych trochę podniosła mnie na duchu. Ale już od pierwszej sceny wiedziałam, że to i tak był błąd. Zobaczyłam twarz Pennywise’a w studzience i przez głowę mi przemknęło: „już nigdy więcej nie zaśniesz”. To jednak oczywiście nie była najstraszniejsza scena. Film się dopiero rozkręcał…

Nie czytałam książki, bo jakoś nie mogłam się zmusić, żeby pozwolić swojemu umysłowi tworzyć własną wizję demonicznego, morderczego klauna. Słyszałam jednak o tej powieści same dobre rzeczy, ale klasa książki nie była powodem, dla którego twórcy wzięli się za ten remake.  Powód był inny.

Stranger Things.

Przez cały seans nie mogłam się pozbyć wrażenia deja vu. Widziałam Stranger Things stosunkowo niedawno i pokochałam ten serial. Jego popularność ani trochę nie jest przesadzona. I to właśnie ona stoi najpewniej za odświeżeniem horroru sprzed siedemnastu lat. Nie wierzycie?

MAŁA LISTKA PODOBIEŃSTW POMIĘDZY STRANGER THINGS I TO:

  1. Cała historia zaczyna się od zaginięcia.
  2. Grupka chłopców poruszających się na rowerach.
  3. Gnębienie przez starszych uczniów.
  4. Dziewczyna dołączająca do paczki.
  5. Nadprzyrodzone zjawiska, z którymi najwięcej ma do czynienia gnębiona, poruszająca się na rowerach paczka.
  6. Lata osiemdziesiąte.
  7. Finn Wolfhard.

Wiadomo, że powieść Kinga była pierwsza i to mogło być ewentualnie inspiracją dla twórców Stranger Things, ale jako że nie czytałam książki, to ciężko mi stwierdzić na ile film na jej podstawie z tego roku był przerobiony, żeby przypominać serial Netflixa. Jeśli ktoś jest to w stanie ocenić, serdecznie zapraszam!

„To” jest jednak specyficznym filmem. Większość horrorów ma wzbudzać strach, a ten o nim opowiada. Postaci widzą to, co Pennywise – morderczy klaun – odkrywa w nich jako największy strach. Także mamy plejadę dziecięcych lęków, które bardzo często kształtują dorosłe życie. To jest też jedna z ważniejszych kwestii, rozłam pomiędzy dziećmi i dorosłymi.  Doskonale to widać na przykładzie Eddiego Kaspbraka, którego matka jest hipochondryczką i dusi swojego syna zbytnim przywiązaniem i wzbudzaniem w nim strachu o własne zdrowie. To, co widzi w pobliżu Pennywise’a, to trędowaty. Nie ma szans stanąć do walki z żadnym potworem, dopóki nie skonfrontuje się z matką.

Każda postać ma swoje osobne demony, a ich problemy wcale nie są dziecinne. Oglądanie ich potyczek i dumanie nad ich losem, sprawiło, że zapragnęłam przeczytać książkę i bardziej się w to zagłębić. Problem z filmem polega na tym, że wiele z tych historii jest spłyconych. Widać gołym okiem, że jest w tym wiele niedopowiedzeń. Postać Mike’a Hanlona na przykład, aż krzyczy że zmarnowano jej potencjał.

Rzecz jasna nie da się pokazać wszystkiego. Film to medium, które rządzi się swoimi prawami. A „To” jest bardzo dobrze zrobionym filmem. Można się wystraszyć i zauroczyć w przeciągu kilku minut. Efekty specjalne też robią ogromne wrażenie, a sam dizajn postaci Pennywise’a budzi dreszcze. Jest to horror, ale bardzo przygodowy. Fanom Stranger Things na pewno przypadnie do gustu 😉

Na wysokim poziomie jest też gra aktorska i dialogi. Richi Tozier i jego teksty skradły moje serce. Postać jest przezabawna, a ilość przekleństw wypowiadana przez tego dzieciaczka szokuje (a przynajmniej szokowałaby, gdyby nie internet xD). Ani przez chwilę się nie nudziłam, ale były momenty, w których serce opadało mi do kostek. Przy jednej scenie nawet facet siedzący za mną krzyknął. Klauny. Budzą grozę.

Podsumowując: bardzo dobry film. I nie jak na horror, a jak na film. Poza tym leczy koulrofobię… Nie, nie dlatego, że człowiek przeciwstawia się swojemu strachowi poprzez rozrywkę, a dlatego:

(Zgadliście! To właśnie Pennywise – morderczy klaun… Dziwnie sexy, co? :D)

Oby więcej takich horrorów!

Buziaki! Maddie <3

P.S.
Dla wszystkich tych, którzy uważają, że strach przed klaunami jest irracjonalny… Zapraszam do lektury. Poza tym to trochę jak z dzieckiem, którego nikt nie chciałby spotkać nocą na cmentarzu. Widok klauna na pustej, nocnej ulicy również powinien budzić niepokój.

:

1 Comment

  1. Riley Black
    Wrzesień 15, 2017 / 6:44 pm

    Niestety ja się cholernie boję klanów, ale skoro tak przedstawiasz sytuację (i pokazałaś mi prawdziwe oblicze Pennywise’a) to może wpadnę do kina 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *