Lemon Detox Diet – podsumowanie

Oto nowa ja! Po dziesięciu dniach picia jedynie wody z cytryną, syropem klonowym i pieprzem cayenne. Wciąż żyję (co dziwi i mnie samą) i czuję się całkiem dobrze. Oto podsumowanie mojej wyprawy do wnętrza siebie w poszukiwaniu oświecenia i chudości!

1 DZIEŃ 

Wiecie co jest fajne? Pizza.

Ogólnie czułam się bardzo dobrze. Kilka dni temu rzuciłam kawę i stale towarzyszył mi lekki ból głowy, który dzisiaj jakimś cudem przeszedł. Niejedzenie jakoś zrekompensowane. Ogólnie cały dzień przespałam, bo w nocy tworzyłam i nie miałam czasu na sen, także ciężko mi się wypowiedzieć o głodzie xD Ale na myśl o pizzy serce szybciej mi biło. To jest prawdziwa miłość. Wyjdziesz za mnie pizzo?

(Jak skończę głodówkę, to planujemy ślub. Możecie czuć się zaproszeni.)


Wypiłam trzy półlitrowe butelki napoju z trzema łyżkami syropu na każdą (zmniejszyłam porcję, żeby więcej schudnąć) i herbatę ziołową na wieczór. Niestety z głodu nie mogłam spać, więc przed pracą udało mi się przyciąć komara jedynie na dwie godziny. Smutny to dzień, oj smutny.

2 DZIEŃ

Niemal nie spałam, ale miałam mnóstwo energii. Dzień w pracy był pełen wyzwań, ale im podołałam… Ba! Zrobiłam też ekstra od siebie, a to mi się rzadko zdarza*. Ogólnie bardzo dobrze wyglądałam. Czułam się chudsza, moje włosy były jakieś takie bardziej lśniące, a cera promienna… Placebo?

Z rana wypiłam jedną butelkę (jakbym była niemowlakiem xD) z czterema łyżkami syropu, co by mieć więcej energii. Nie chciało mi się jeść, ale obejrzałam zdjęcia jedzenia wysłane przez znajomych (prosiłam ich, żeby dzielili się swoimi posiłkami przez snapa i messengera – tak radzę sobie z tęsknotą za jedzeniem). Dzięki, swoja drogą, ludzie! <3 Potem dwie butelki już z trzema łyżkami. Do tego dwie herbaty zielone o smaku jagód goji. Sen przyszedł jak to przystało na osobę cierpiącą na bezsenność, ale 7 godzin udało mi się zaliczyć, także wygrana w życie!

3 DZIEŃ

Miałam ochotę coś przegryźć. Nie z głodu, a dlatego, że moja szczęka jest do tego przyzwyczajona. Myśl o jedzeniu jest myślą dobrą, czystą, nieskalaną brutalnością tego świata. Mimo to nie czułam głodu takiego fizycznego. Nie burczało mi w brzuchu ani nic. Chodziło o sam fakt.

Jak dzień wcześniej zaczęłam od butelki z czterema łyżkami, a potem wypiłam dwie kolejne już z trzema.

4 DZIEŃ

Najgorsze miało być za mną, bo podobno najtrudniejsze są trzy pierwsze dni. Z tą myślą czwarty dzień wydawał się o wiele lepszy od poprzednich. W ogóle nie myślałam o jedzeniu i tylko szczęka mnie świerzbiła od niejedzenia… Dziwna rzecz 😀

Ten sam zestaw napoju, co dzień wcześniej. Do tego zielona herbata.

5 DZIEŃ

Zaczęła się obsesja na punkcie jedzenia. Jakimś cudem wylądowałam w Empiku i dorwałam książkę Marty Dymek „Jadłonomia”. Zaczęłam marzyć, a gdy wróciłam do domu weszłam na jej bloga i tak zaginęłam na kilka godzin w odmętach internetu, wiedziona instynktem. Oto jawiło się przede mną zupełnie nowe życie: życie kucharza. Może powinnam się tym zainteresować?

Ten sam zestaw napoju plus herbata zielona.

6 DZIEŃ

Powitałam go solą gorzką, a jak pragnę zauważyć jest to gorsze niż wstanie lewą nogą. Wypiłam swoją butelkę i byłam gotowa na podbój świata… Przez jakiś czas, dopóki nie wróciłam ze spaceru z psem i nie zorientowałam się, że wejście po schodach na czwarte piętro przerasta moje możliwości. Zrobiłam dwa przystanki. Obsesji gotowania ciąg, oczywiście, dalszy… I chyba bardziej intensywny.

7 DZIEŃ

Najgorszy dzień ze wszystkich. Byłam słaba, bolał mnie brzuch i nie miałam ochoty na nic, ale do pracy trzeba było iść. Czułam się, jak śmierć na chorągwi. Mama na Skype’ie poprosiła, żebym coś wreszcie zjadła i zapytała dlaczego jestem taka uparta. Pryncypia, matko! Jak można panować nad swoim życiem, jak nie panuje się nad własnym ciałem?

Siódmego dnia zrozumiałam, że po głodówce zaczynam ćwiczyć, bo już nigdy nie chcę, żeby moje ciało było takie słabe. Nie było to oświecenie, którego oczekiwałam, ale lepsze to niż nic!

8 DZIEŃ

W porównaniu z siódmym, dziecinna igraszka! Zleciał bardzo szybko, na czytaniu blogów kulinarnych i porad jak gotować. Wcześniej nie przykładałam do tego tak ogromnej uwagi. Odżywiałam się skandalicznie, makaronem z serem do mikrofali i zupami w puszce. Plus pizza i wszelakiego rodzaju fast foody. I piwo, rzecz jasna! Jeśli ciało to świątynia, to moja jest w stanie rozkładu… Dlatego uznałam, że zostaję kucharzem. Nie z zawodu, a z zamiłowania. Dla siebie, przyjaciół i rodziny. Kolejne pseudo oświecenie. Ale skoro to pseudo głodówka… Może trzeba było żyć na samej wodzie, jak co poniektórzy hardcorowcy?

 

9 DZIEŃ

No i przyszło załamanie… Nagle wszystkie te przepisy i food porn zaczęły stanowić potwarz tak ogromną, że niemal wpadłam w szał i… przerwałam kurację. Byłam o krok – O KROK! – od rzucenia się na jedzenie. Na szczęście nie miałam żadnego w domu, co jakoś uratowało mnie przed niechybnym potępieniem.

Zaczęłam obsesyjnie obliczać ile godzin zostało mi do pierwszego posiłku. Wypiłam stały zestaw plus herbatę zieloną.

10 DZIEŃ

Zleciał w trymiga. Ugotowałam sobie zupę na następny dzień, żeby mieć do pracy i nawet jej nie spróbowałam, bo wiedziałam, że jestem na ostatniej prostej do mety. Co prawda zaczęłam dzień od porcji soli gorzkiej, ale nawet to nie mogło zepsuć mi humoru. Bo oto ja! – Maddie Black – przetrwałam dziesięć dni na głodówce! Brawa dla mnie!

I to by było na tyle. Czas dość się ciągnął, ale teraz czuję się znacznie lepiej. Spodziewałam się jakiegoś oświecenia, chociaż kawalątka duchowej nirwany, ale niestety… Jestem jednak nieco spokojniejsza i moje ciało wydaje się w lepszej formie (gdy już zaczęłam jeść, a na razie jem tylko zupy i smoothie, bo to trzeci dzień wychodzenia z głodówki). Zdecydowanie zacznę teraz ćwiczyć i odżywiać się rozsądniej. Mam zmniejszony żołądek, więc łatwiej będzie nie przegryzać jakiś niezdrowych rzeczy pomiędzy posiłkami. Co najważniejsze, postaram się nie kupować niezdrowych produktów. Zastępie ciastki gorzką czekoladą i owocami, fast foody z baru, fast foodami, które przyrządzę sama. Dość gotowców!

Szkoda mi tego oświecenia, bo się na nie nastawiłam, a jak nic nie wiedziałam o życiu, tak dalej nic nie wiem. Może następnym razem?

Cheers! Maddie ;*

* Nigdy

 

 

 

:

3 Comments

  1. Sierpień 8, 2017 / 8:25 am

    Wolałabym po prostu mniej jeść, niż się głodzić. W sumie głodówkę też robiłam, ale taką trochę oszukaną, raczej taką, że jadłam mniej i nie podjadałam. Na prawdziwej chyba od razu bym w szpitalu wylądowała :V
    Pamiętaj, żeby robić to z głową. Koleżanka z gimnazjum kiedyś jadła tylko mandarynki (i to nawet nie wiem, ile dziennie), zemdlała i w szpitalu była.

  2. Sierpień 17, 2017 / 10:41 am

    Wow!
    Nikt nie potrafi pisać o głodówce tak ciekawie, jak Ty. Epickie porównania…! 🙂
    Wiem, że się mówi, że głodówki to takie niezdrowe, i w ogóle, ale no ja mam ewidentnie problem z tym, że mogę albo coś robić na full, albo w ogóle. Skoro nie idzie mi ograniczenie jedzenia, to może głodówka, choć kilkudniowa, pomoże mi w tym? Zaczyna mnie przez Ciebie/dzięki Tobie korcić. Hmmm…

    • admin
      Sierpień 19, 2017 / 8:58 am

      Generalnie polecam, ale zdradzę Ci teraz tajemnicę… Znowu się objadam xD Więc może zdrowotnie pomogło, ale teraz sobie odbijam xDDD

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *