Hałas hałasowi hałasem

Wiecie co mnie przeraża? Hałas naszego życia. Ciągłe wystawianie się na bodźce: muzykę na słuchawkach, muzykę w sklepach, radiach, kawiarniach, szum tłoku, dźwięk powiadomień z fejsbuka, instagrama, mejla, twittera. Światło ekranów: telewizorów, laptopów, telefonów. Od pisania o tym już zaczyna boleć mnie głowa. Piszę to słuchając nowej piosenki Florence and the Machine na słuchawkach i gapiąc się w ekran laptopa. Jestem dzieckiem swoich czasów.

Mam problemy z koncentracją. Poważne. Przeskakuje od zadania do zadania jak piłeczka kauczukowa. Pisząc to, dumam już jak zacznę przygotowywać sobie lunch boxy na ten tydzień, co zamierzam zawrzeć w kolejnym rozdziale swojej książki, sprawdzam fejsa, rozmawiam przez messengera i na dodatek słucham muzyki. Jakim cudem jestem w stanie prowadzić teraz tę narrację jak człowiek? Nie wiem. Czytałam ten akapit od początku już ze cztery razy, żeby przypomnieć sobie o czym piszę. Wielozadaniowość? Raczej wielogłupota.
Dlatego zafascynował mnie spokój.
Utożsamiamy prokrastynację z nicnierobieniem, ale to nie jest prawda – prokrastynując wciąż robimy, tylko nie to, co trzeba. Wczoraj prokrastynowałam z cztery godziny. Przeglądałam fejsa i trafiłam na obraz Egona Schiele „Klęcząca kobieta w pomarańczowej sukience”. Skojarzyło mi się to z innym obrazem, który faktycznie okazał się wyjść spod ręki tego artysty. Tak trafiłam na Wikipedię, gdzie zaczęłam o nim czytać. Zmarł młodo, co mnie zaciekawiło. Na hiszpankę. Nie byłam pewna, co to, więc sprawdziłam. Największa pandemia od czasów czarnej śmierci. Dowiedziawszy się o hiszpance, czego mogłam, przeniosłam się na czarną śmierć. Przed jej wybuchem ludzie w Europie mieli niewesoło, brakowało żywności, ceny rosły, panował głód. I wtedy jak dar od niebios pojawił się Wielki Pomór i dwieście milionów ludzi przestało potrzebować jedzenia. Pół godziny spędziłam dumając czy są za to odpowiedzialni kosmici, co skończyło się analizowaniem Infinity War po raz kolejny.
Nie mówię, że to nie była fajna podróż przez odmęty internetu, ale mam taką przynajmniej raz dziennie. Niby wiedza, niby coś, ale to nie kwestia nauki, często dumam nad rzeczami kompletnie nieważnymi i kończę też na filmach Marvela. Także ten… Cisza.

W kolejną wyprawę do internetów wybrałam się już celowo. Zagłębiłam się w minimalizm, medytację i skandowanie “OM” jako dźwięku wszechświata. I czy to była podróż udana?… Ciekawa, to na pewno, ale wcale nie przybliżyła mi spokoju. Minimalizm brzmi jak coachingowe pier**lenie, bo jak ktoś zaczyna od: “minimalizm nie mówi Ci jak masz żyć”, a później okazuje się, że musisz kupić jakiś planner, żeby wiedzieć jak się zminimalizować…  Ale to nieważne, bo czytając o minimalizmie zrozumiałam, że to nie dla mnie – doceniam swój chaos: porozrzucane książki, zeszyty, długopisy i świeczki. To daje mi poczucie posiadania przestrzeni, w której pracuje. Jest trochę jak obsikana przez kota kanapa – to moje i koniec.

Co do medytacji, to jest to sprawa złożona. Lubię tylko taką, w której ktoś mi o czymś opowiada, ale podobno to nie jest prawdziwa medytacja. (I znowu ktoś mi mówi jak mam żyć). Ale ja lubię te historie o wodospadach, relaksuje mnie czyjś głos zapewniający, że łóżko na którym leżę jest stabilne i mnie utrzyma, że jestem bezpieczna, i że jestem częścią wszechświata. Walcząc ze swoim hałasem, słucham tego głosu i się naprawdę uspokajam. Także jeśli i Wy czujecie potrzebę słuchania jakiegoś ziomka, który Wam powie, że wszystko będzie dobrze, a potem je*nie w gong, to eksperci z neta mogą wam skoczyć.

OMMMMM! Oto mantra, która jest dźwiękiem powstania Wszechświata. Podniośle, co? A jeszcze jeśli powtórzysz ten dźwięk sto osiem razy, to już w ogóle świętość i kosmiczność 😉 Ludzie spotykają się, co roku tylko po to, żeby wyśpiewywać “OM”, dla uzdrowienia siebie i świata. To musi być świetne przeżycie, ale do mnie przemawia bardziej jako ciekawostka. Tak samo jak joga, nie współgra z moim chaosem.

Czy to znaczy, że jestem skazana na hałas?

Nie. Może i nie zajrzę w głąb siebie, czantując “OM”, wsłuchując się w wszechświat, nie kupując pierdół i uprawiając jogę. Ale przecież to, co dla jednego jest dobre, nie musi być takie dla wszystkich. Moja medytacja to czytanie: łapiąc się na czytaniu pierdół, szybko przeskoczę na książkę. Moim “Om” będzie Nothing But Thieves, Aerosmith i Mozart. Zminimalizuje spożycie internetu. Odłożę telefon. Cała ta podróż przez hinduizm i życie w zgodzie z naturą, była jak kolejna lekcja prokrastynacji. Niewiele z tego wyciągnęłam, oprócz pewności, że spokój ma ogromną cenę, a ja płacę trochę inną walutą. Jestem dzieckiem swoich czasów i nie ma w tym nic złego. Najbardziej niespokojna jestem, gdy zapomnę zabrać komórki z domu. Więc nie będę jej zapominać – będę rzadziej spoglądać na jej ekran.

Wam też polecam.

XOXO,

Maddie B <3

 

 

Praktyczny poradnik jak sprawić, żeby Twoje życie było o 71,8 procenta lepsze

Tak jest, ja i zespół naukowców z Bostonu sprawdziliśmy dokładność co do jednej ósmej procenta, tak merytoryczny jest ten artykuł. Sprawdź mnie, yo!
Ale na poważnie: wiem, jak sprawić, żeby Twoje życie było dużo lepsze niż jest. I nie, nie podam Ci listy oczywistych rzeczy, które powinnaś/powinieneś robić, żeby mieć lepsze życie. Listy – długiej i w punktach, oczywiście – żeby czytający przejrzał cały artykuł, chociaż takie informacje można by zawrzeć w jednym zdaniu. Nie odpalę Wam tego numeru starego jak sam internet*, powiem Wam wszystko od razu.
Ale potem przekażę Wam o wiele bardziej istotne informacje 😀


Czytaj dalej Kociaku!

FLORENCJA


Boże, Florencja! Stolica Toskanii, któż tu się nie urodził i czegóż nie zrobił. Jeśli podnieca Cię widok ceglanej kopuły i rzeźb Michała Anioła, to zapraszam na iście kulturalny przewodnik. Czytaj dalej Kociaku!

Feministki sieją zgorszenie

Chwytliwy tytuł, co? Prawda jest jednak taka, że feministki zazwyczaj sieją coś zupełnie innego. Samo słowo „feminizm” budzi w ludziach skrajne uczucia. Część z nich natychmiast ma przed oczami wściekłe, wąsate babochłopy grożące kastracjami i wrzeszczące “gwałciciel” na bogu ducha winnych mężczyzn, którzy mają nieszczęście stanąć na ich drodze, a część widzi seksowną Emmę Watson roznoszącą książki po metrze i pokazującą w uśmiechu rząd białych zębów. Jest jeszcze część, która widzi Malale i część, która ma przed oczami koszulki z H&M.


Czytaj dalej Kociaku!

Wyzwanie 52 książki 2018 – podsumowanie kwartału numero uno

Denerwują mnie ludzie, którzy mówią, że nie mają czasu czytać książek. Dupa jasiu. Zawsze znajdziesz czas, żeby robić to, co lubisz, więc jak nie masz czasu czytać książek, to tego nie lubisz i idź być pseudointeligentem gdzie indziej! Ale abstrahując – nie mam czasu, żeby czytać książki xD Przemycam czytanie do tramwaju i na przerwę do pracy, czasami do kolejki przy kasie. Wszyscy myślą już pewnie, że taki ze mnie mol książkowy, a ja po prostu rzadko mam okazję czytać w domu… Ale oto 10 książek, które udało mi się wcisnąć w mój napięty grafik!
Czytaj dalej Kociaku!